sobota, 19 stycznia 2008
plan żywieniowy na dziś:
9.00 kromka ciemnego chleba razowego, sucha szynka gotowana - plasterek, jajko na miękko, 10 oliwek 12.00 - jabłko 15.00 - naleśnik z mąki razowej (z otrębami i warszywami smażonymi) 17.00 - tarte jabłko (lub kefir) z płatkami musli 20.00 - zupa rosół z warzywami
środa, 16 stycznia 2008
Jem grzecznie, efekty są, porządkuję w głowie
Jutro na przykład zjem sobie: 9 śniadanie - ser biały z ziołami + oliwki (sztuk parę) 12 przegryzka - jabłuszko 15 obiad - noga kurczakowa gotowana + sałatka 17 przegryzka - kefir mały z płatkami 20 kolacja - ryż z bananem (1/2) na ciepło już tak od 3 miesiący i jest ok, prosze o kciuków trzymanie. Psychologa mam, dzienniczek mam, wagi nie mam nadal :) ale nie przeszkadza mi to i chodzę na basen i uśmiecham się cześciej. Polecam wszystkim, którzy mają odwagę. Potrzebe tylko chcieć, potrzeba mieć wsparcie w najbliższych, potrzeba myśleć o swoich emocjach i powiem, że najgorzej to być głodnym. Nie wolno być głodnym, trzeba się ukochać i przytulić siebie, mocno i bez skrępowania.
czwartek, 30 sierpnia 2007
zrobiłam plan jedzenia i trzymam się go
Tak jak mi "kazano" tak i zrobiłam, byłam na AŻ, miło tam, jeśli tylko praca pozwoli będę szła, ale akurat wtedy jak jest spotkanie wypada mi zmiana w pracy, ostatecznie to się odbywa w tym samym miejscu gdzie pracuję, więc jest mi łatwiej. Kochan spędził półtorej tygodnia na wakacjach i dzięki temu doszłam ze sobą do porozumienia, dobrze robi taka chwila samobytu, przytulania siebie, robienia "sobie dobrze";-) i rozmawiania ze sobą. Chcę ze sobą rozmawiać, bo czuję się najbardziej samotna dlatego, że nie lubię siebie, a jak sama siebie zostwię, to na pewno nikt ze mną nie wytrzyma. Potrzebne mi też wsparcie innych ludzi, ale ostatnio dostałam go tyle, że jestem nim wypełniuona po brzegi. I wcale nie jest tak źle jakby się wydawało. W Krakowie 12 i 13 października jest wielki zlot AŻ w Krakowie, nie wiem, czy ktoś coś już wie, ale na pewno się dowiecie wszyscy zainteresowani. Sama nie chcę uprwiać samowolki, bo nie wiem, czy mogę. Będą warsztaty, będą miniwykłady świetnego terapeuty z Krakowa "Kuby" i będzie dużo możliwości na rozmowę.
czwartek, 16 sierpnia 2007
Jakoś to będzie
No - piję wodę mineralną z sokiem pomarańczowym, piję sok pomidorowy, piję sok marchewkowy. Zjadłam nektarynek sztuk dwie - pyszne:-) Mam straszny lęk, bom brzydka, a z tej brzydoty we mnie tyle złości niesamowitej, strasznej, jestem ogromnie samotna w tym morzu przyjaźni, którą dostaje od moich bliskich. Nie ma jednak nikogo, kto mnie rozumie, dla nich - tych ślicznych dziewcząt to jest proste - od dziś jem mniej, jutro już będzie widać efekty, a u mnie, u mnie miesiąc głodowania i dopiero widać pierwszy kilogram, powoli, mozolnie z ogromnym trudem. Jestem przerażona sobą, jaka jestem straszna w środku i na zewnątrz. I nie mogę uwierzyć, czemu taki facet jak on chce ze mną być. Czemu się męczy z kimś jak ja? Czemu nie może być z jakąś ładną dziunią, których na ulicach pełno (sama nieraz się oglkądam za co ładniejszymi okazami), tylko jest ze mną i... Taka jestem autoagresywna, wiem. Wiem, że to jest to, że ja siebie nie lubię i dlatego takie myśli po głowie mi sie plączą, nie zawsze, ale teraz tak. Jest pusto wszędzie... Co to będzie, co to będzie...
wtorek, 14 sierpnia 2007
jak wyglądam

w środku to ja - wyglądam jak chciałam, zapuściłam się satrsznie, a zdjęcie to wklejam jako dziennik - na pamiątkę porażki, którą poniosłam sama ze sobą. I teraz z mocnym postanowieniem poprawy, zdjęcie, które umieszczę za miesiąc będzie inne :-) Nie wiem ile ważę, boje się wiedzieć, nie mam zresztą wagi, ale nie celowo, po protsu nie mam. Ciągle się boje ją mieć.
piątek, 10 sierpnia 2007
coraz więcej nadważanek
Nie, że chcę się lepiej poczuć, ale jeszcze niedawno ilość smukłych panienek na ulicy, które mijałam przeważała nad tymi z nadkilogramami, teraz można powiedzieć, że unormowało się i wyrównało. Jest nas coraz więcej. Łtwiej mi się schować w tłumie. Jadąc na rowerze nie czuję się obstrzelona spojrzeniami, jakoś sie wtapiam w ludzi i w normę(???). Łatwiej jest mi wyjść w koszulce bez rękawów, pomimo wałeczków kołyszących się przy każdym kroku, łatwiej wszystko. Zapanował pokój między nami, chwilowy, nie wiadomo jak długi, pewnie złudny, ale przecież musimy się borykać, jeśli się kochamy.
czwartek, 26 lipca 2007
cisza jak ta
No, bo ciągle sie do siebie nie odzywamy, wiem, że to leży też troche po mojej stronie, zamknęłam się, ratujcie! Z jednej strony chce tego cholernego porozumienia, z drugiej strony, nie bo nie, walczę o coś? Z kim? Ze sobą, z nim? Ciężko... No i latam po allegro w poszukiwaniu naprawdę duże kreacji na wesele mojej przyjaciółki, niby coś znalazłam, ale ciągle nie wiem, czy to to, że może lepiej poszukać, czegoś bardziej strojnego? A w zasadzie nie mam pojęcia czemu? Wszak to, co znalazłam ładne jest i będzie mi w tym dobrze, ale jakas taka "nienażarta jestem" znaleźć się nie mogę, czuje starszny niepokój, walczę ze sobą, wygram! Bo jestem bezsilna, wygram. Wygram, bo muszę, nie mam wyjścia, bo jestem jeszcze ja przecież i jest ten mój Kochan, bynajmniej nie z drewna, którego nie chcę stracić, pomimo wszystko przecież. No. To jeszcze jest tak, że latam po tym allegro - bo właśnie dokładnie to właśnie to chciałam napisać, że latam i wszędzie są ciuchy w rozmiarach XXL w kolorze zajebistego różu? Czy Wy też macie takie obserwcja? Oczywiście może to być róż pastelowy, ale jednak niezbyt życiowy to kolor, wyglądać jak wielka landrynka, anwet jeśli sukienka ma krój nie wiadomo jak bardzo wyszczuplający i nie wiem jak bardzo ładnie sie prezentuje na zdjęciu, to wiecie. Jedną różową sukienkę już mam :-) Stąd się wzięła różowa siła ;-) ja to pierdzielę!!!!! No więc chyba poprzestane jednak na tej jednej kreacji, po kiego czorta mi druga i to taka w której nie będę chodzić, bo różu wprost nie znoszę. Wakacjujcie sie kobiety, a ja za ten czas powoli, mozolnie układam siebie, jak z klocków lego, rozkładam i znowu skałdam, klocek do klocka aż zbierze się miarka :-)
poniedziałek, 23 lipca 2007
nie-zapalniki
Jeść mogę spokojnie warzywa i jogurty. Nic po nich się nie dzieje. Fatalnie natomiast z moim ukochanym arbuzem. Zapalnik? Sama nie wiem, cały piątek jadłam tylko arbuza, za to wieczorem spałaszowałam dwa tosty i wrąbałam kawał sałatki, co dopiero mnie uspokoiło, a to z powodu szalonego bólu brzucha, nigdy jeszcze nie czułam, żeby kiszki mi tak bardzo grały marsza. Wypiłam też cały karton soku jabłkowego i padłam z ogromnym poczuciem wstydu. To może faktycznie owoce wziąć w odstawkę? Mam problem z intymnością, odpycham kochana, tu kawał chyba do przepracowania, mówię mu, że czuję się brzydka i że nie jestem atrakcyjna sama dla siebie. No i co z tego, że on na mnie reaguje, że twierdzi, że uwielbia się ze mną kochać, jeśli ja czuję siebie w postaci czegos wielkiego i nieapetycznego. Dodatkowo wszystko mnie boli i dostałam okres. Oczywiście to wszystko wpływa źle na nasze bycie, dziś milcząca kawa na balkonie. Nie pomaga mruczenie koty naszej, ani to, że mu mówię, że bardzo go lubię, że to nie jest tak, że to przez niego. Czy to przetrwamy?
piątek, 20 lipca 2007
jest źle, źle bardzo
Nie radzę sobie... nie radzę sobie ze sobą, ze swoimi słabościami, z nałogowym oszukiwaniem siebie, że jest dobrze, bo przecież nie jest do cholery jasnej! Przytyłam, nie trochę, ale bardzo, czuje się jak wielki balon pełen powietrza, na szczęście kilka ostatnich dni nie jem wiele, bo po prostu nie chce mi się. Optymalnie byłoby dla mnie, gdyby takie upały trwały całe wakacje, jest szansa, że wyglądałabym nieco lepiej. Mój kochan narzeka i mówi, że jest ze mną źle, nazywa mnie różową siłą (to ze względu na moją różową sukienkę, w której chodzę po domu). Krępuje mnie to, ale wiem, że ma rację, pozwalam mu na to, żeby tak mówił, może chcę ukarać siebie. Jem arbuza. Rozpuszcza mnie i topnieję... marzenie - zniknąć...
piątek, 29 czerwca 2007
przeprowadzka
dlatego milczę, odezwę się wkrótce, pozdrawiam wszystkich!
|
|